-przecież te 60 km to nic Kochanie! damy sobie rade.- powiedziałam łamiącym się głosem. -wiesz kotek..-zaczął mówić przyciągając mnie do siebie i patrząc mi w oczy. -..bo ja zniosę widywanie się raz czy dwa na tydzień, ale najgorzej nie mogę znieść tego, że nie będę Cię mógł wieczorami zabierać na spacery, a tak bardzo bym chciał, przepraszam.. po tych słowach zwątpiłam, że kiedykolwiek ze mną będzie. straciłam resztki nadziei ...
lubiła go, trochę bardziej niż wiosnę, dużo bardziej niż śnieg, bardzo bardziej niż innych.
nie będę płakać, bo rozmaże mi się makijaż, nie będę tęsknić, bo stracę chęć życia, usiądę powspominam, jak piękne były początki.