 |
|
Pokaż jej, że nie musi umierać, żeby iść do nieba.
|
|
 |
|
Wsłuchaj się w krzyk mojego milczenia.
|
|
 |
|
Brakło mi łez, więc piję.
|
|
 |
|
Wieczory, przy których masę myśli, wywołuje cierpienie.
|
|
 |
|
Masz na imię "nikt",a ja oddycham swobodniej.
|
|
 |
|
Po prostu wróć i obiecaj, że nie zranisz.
|
|
 |
|
to koniec, dopij piwo i spal papierosa, idź spać dziewczyno, on już Cie nie kocha.. ~ M.
|
|
 |
|
i śmieszy mnie to, że wszystko co masz mi do powiedzenia, walisz w plecy, mała/stryczu
|
|
 |
|
zdali sobie sprawę, że to już nie małolaci, szacunek, poważanie na ulicy kumaci. wielka siła w oczach tych dwojga braci, ta sama siła już wkrótce ich zatraci.
|
|
 |
|
Chwilowo każdy kolejny dzień to wyzwanie.
|
|
 |
|
było jakoś kilka minut po północy. wróciłam do domu, po cichu zamykając drzwi do mieszkania. nagle w salonie zapaliło się światło - na fotelu siedział tato. 'nie śpisz jeszcze?'- zapytałam, zmieszana. 'czekałem na Ciebie' - odpowiedział, podchodząc do mnie. nie odpowiedziałam nic. 'czemu tak późno?' - zapytał. 'upił się. musiałam poczekać aż zaśnie, żeby nie zrobił żadnej głupoty' - odpowiedziałam nieśmiało. 'dobrze. chcesz herbaty?' - zapytał, idąc do kuchni. 'nie, dzięki. nie jesteś zły?'- poszłam za Nim w kierunku kuchni. odwrócił się w moją stronę, i głaskając po głowie dodał:' dziecko, uszanuję każdą Twoją decyzję. rozumiesz? każdą. ale pamiętaj,że do czasu'. 'do czasu?'- powtórzyłam, chcąc by dokończył zdanie. 'do czasu, bo pamiętaj,że nigdy nie pozwolę Cię skrzywdzić'- powiedział,po czym zajął się robieniem herbaty.uśmiechnęłam się sama do siebie, i idąc na górę cicho dodałam:'kocham Cię,tato', a z kuchni wyłonił się Jego głos:'wiem, ja Ciebie też'. / veriolla
|
|
 |
|
[cz.3] rzuciłam się na Niego, starając się pomóc - wiedziałam, że nie dam rady. Oni krzyczeli, Damian krzyczał, a ja wszystko pamiętam jak przez mgłę - bo nie mogłam pomóc, po tak płakałam, bo byłam bezsilna. chwilę po tym jak rzuciłam się na kolesia - wyłapałam kilkanaście blach prosto w twarz. nie bolało. bolał widok Damiana. siedziałam na glebie błagając Boga żeby coś zrobił. po chwili usłyszałam pisk opon. obejrzałam się, i zobaczyłam przyjaciela i czterech kumpli. odciągnęli mnie, i zajęli się tamtymi. ktoś zadzwonił na policję, ktoś na pogotowie. stałam obok auta patrząc jak zabierają zalanego krwią Damiana do karetki. nawet nie syczał z bólu - był nieprzytomny. nie mogłam przestać płakać. nawet nie czułam jak bardzo leje mi się krew z wargi - czułam tylko pieprzone wyrzuty sumienia: po co tam zostałam, dlaczego nie weszłam do sklepu, i dlaczego, kurwa, nie potrafiłam mu pomóc ... || kissmsyhoes
|
|
|
|