  |
|
'` powietrze ma chemiczny smak leczę strach oddechem z Twoich ust zaciągam się kolejny raz i trzymam tak w płucach zapach Twój `'
|
|
  |
|
na nowo budzę się . nic zupełnie nie zmienia się, stoję ciagle po środku wielkiego tłumu i krzyczę wołając o pomoc krzyczę , ale wszyscy są jakby głusi , nie słyszą mnie .. a moze nie chcą słyszeć ? i znów zasypiam z co raz mniejszą nadzieją,ze jak sie obudze , to bd lepiej .
|
|
  |
|
`' chciałaam więcej niż mogłam unieść , gnało serce o krok przed rozumem , chciałam w zgiełku i ciszy zapomnieć , w próżnym biegu straciłam oddech , czasu żal ... "
|
|
  |
|
żałosne . chcesz spotkać się ze mną w dzień . a w nocy bd jebał się z nią.
|
|
  |
|
przykre jest to gdy własna matka woli bardziej jakiegoś obcego faceta niż Ciebie .. ma na Ciebie totalnie wyjebane .
|
|
  |
|
mój świat jej popierdolony , nie ma w nim zadnych pozytywów , wszystko uklada sie po nie mojej myśli .
|
|
  |
|
eh . sądziłam , że jesteśmy parą , ze taki dzień jak ten co bd jutro spędzimy razem no bo przecież tak robią pary . Ale teraz przekonałam się,że wcale nie traktujesz mnie poważnie i lepiej jest spędzić ten czas w gronie jakiś głupich kolegów .
|
|
 |
|
Urocze ;] mogę juz rzygac?
|
|
 |
|
- nie chcę. nie chcę tego czuć. - wyjęczałam Mu wprost w twarz desperackim tonem i łapiąc w dłonie Jego bluzę, odsunęłam Go minimalnie. - nie chcę Twojego zapachu. nie chcę czuć tych dreszczy na karku za każdym razem, kiedy mnie dotkniesz. i tej miłości, również. mam dość tej woni. dosyć rzekomego, złudnego szczęścia. - wybełkotałam na jednym wdechu. - zrobię wszystko byś zechciała to czuć. - po czym bezpruderyjnie wykorzystując swoją siłę, przyciągnął mnie do siebie. trzymając w żelaznym uścisku, całował, nie tyle, co dając na nowo poczuć tę miłość, a uzależniając mnie od niej.
|
|
 |
|
przepraszam, jak? jak to nazwałeś? miłość? w słowniku synonimów do "bestii" znalazłam jedynie brutala, potwora, poczwarę, ale nie, nie miłość. zapamiętam, brzmi przyjaźnie.
|
|
 |
|
coś we mnie pękło na widok kumpla, który zaciskając butelkę wódki w dłoni, nalał trochę do kwiatków postawionych na grobie znajomego z krótkim "rok temu nikt sobie nawet tego nie wyobrażał. stary, Twoje zdrowie. cholerny rok temu piliśmy jeszcze razem".
|
|
|
|